Ten rok nie zaczął się szczęśliwie dla właścicieli hodowli Lupus Ferratus - w nocy z 14 na 15 stycznia spłonął ich cały dotychczasowy dobytek. Dom, w którym żyli szczęśliwie ludzie i ich ukochane zwierzęta przestał istnieć. Zamieszkali kątem u rodziców w bloku. Niestety czworonożna część rodziny nie mogła pozostać z właścicielami Potrzebna jest każda złotówka...
Państwo Romulewicz - młode małżeństwo z synem - żyli spokojnie we wsi Pabianice w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Pozwalało to im wszystkim cieszyć się pięknem krajobrazu i bliskim kontaktem z przyrodą.Towarzyszyły im dwa leonbergery: Tajga i jej syn Aslan, eurasier - Freya, kot, koń i koza. Niestety ich rodzina została rozbita przez żywioł, jaki wdarł się podstępnie nocą w ich życie zabijając im cały dotychczasowy świat. Nie pozostało im nic - "wyszli z pożaru tak, jak stali". Dom został zrównany z ziemią Na szczęście nikomu nic się nie stało. Pierwsza pożar poczuła Tajga, która obudziła śpiącego pana, ratując mu życie. Tragiczne jest to, że domu już nie odbudują (są skazani na kąt u rodziców w bloku) i nie ma już przy nich ukochanych zwierzaków. Tajgą zaopiekował się Pan Tadeusz Grzelak (hodowla Cavis Leonis), miejmy nadzieję, że urocza psinka zaszła w ciążę i urodzi wspaniałe maluchy, które odchowa Pan Tadzio, dochód ze szczeniąt w całości zostanie przekazany Państwu Romulewicz. Aslan znalazł już nowy dom, niestety już raczej nie wróci do swojej pierwotnej rodziny. Kota przygarnęła Pani Kaja (hodowla Ligocka Wataha). Koń - starowinka klacz uratowana przed rzeźnią i przywiązana do niej koza trafiły pod opiekę Ewy Jaras (hodowla Grande Leonis). Wszyscy bardzo staramy się pomóc odzyskać nadzieję, ale to są krople w morzu potrzeb. Dołóżmy wszelkich starań, aby pomóc posklejać utracony świat dotkniętych okrutnym losem ludzi.